ZAPRASZAMY
« [ Ilość wyświetleń: 361

Czy ona już doszła?


Część jęczą, część cicho wzdycha są i takie, które wrzeszczą w niebogłosy. Poprzez to, że obie strony mają z niego rozkosz, seks jest fajny. Wspomaga podładowanie akumulatorów powoduje, że słonce świeci jaśniej, a niebo jest hardziej nie­bieskie. W biologicznym kontekście, mężczyźnie prościej jest zaznać przyjem­ności. A styl zakończenia zabawy za­wsze prezentuje się jednakowo i z identycznym zadawalającym skutkiem. Wobec kobiet może być całkiem inaczej. Każdy facet tego już doznał.
Łechtaczka Freuda
Nauka przypatruje się temu co dzieje się z kobietą podczas łóżko­wych igraszek, już od dłuższego czasu. Co do kobiecego orgazmu mocno namieszał ojciec psychoanalizy Zygmunt Freud, który skonstruował koncepcje babskiej seksualności wokół rzekomej zazdrości o penisa. Jego zdaniem łechtaczka jest malutkim organem, jakim dziewczynka zabawia się w dzieciństwie, szukając swej autentycznej seksualności. A to znalezienie ma mieć miejsce poprzez penetracje. Tym sposobem powstał freu­dowski podział na orgazm łechtaczkowy i pochwowy i to ten drugi miał być objawem dorosłości. Jego zdaniem kobiety, jakie nie doznały rozkoszy poprzez penetracje, były niedojrzałe i oziębłe. Wdrożone przez niego koncepcje budowały styl pojmowania kobiecej rozkoszy przez kilkadziesiąt lat. Na szczęście tematem fascynowali się nie jedynie psychiatrzy. W 1953 roku amerykański biolog (specjalista od owa­dów) Alfred Kinsey wydał popularny raport co do kobiecej seksualności, z jakiego wyni­ka m.in.. że kobiety obierane jako oziębłe mogą, poprzez masturbacje, szczytować tak szybko jak mężczyźni. I że to robią bez względu na wiek i inne doświadczenia seksualne. Raport spowodował szok konserwatywnego amerykańskie­go społeczeństwa i na zawsze przemienił styl odbierania kobiet i ich wymagań.
10 tysięcy orgazmów
Debata związana z rzekomą wyższością orgazmu pochwowego nad łechtaczkowym na tym się nie skończyła. Nie było mimo to porządnych badań obserwacyjnych, jakie pozwoliłyby zaznać fizjologię i tok szczytowania. Na szczęście w 1966 roku ginekolog William Howell Masters i jego współpracownica seksuolog Virginia Johnson opublikowali pracę uwieńczając ich wieloletnie badania. Bazowały one na notatkach dotyczących 10 tysięcy orgazmów, jakich doznało blisko 700 przedstawicieli obydwu płci od nastolatków do osób po „70”. Na tej bazie uznali, że wobec kobiet jest tylko jeden typ orgazmu, jaki zaczyna się w łechtaczce i dalej zawiera całą pochwę. Ich badania do dziś odbierane są za podstawę współczesnej seksuologii, bo w odróżnieniu do Freuda, stosownie odrobili część praktyczną procesu badawczego. Lata 70. XX wieku dostarczyły walcząc femi­nizm. Kobiety rozprawiały głośno o swych potrze­bach i pragnieniu wyczuwania seksualnych rozkoszy. Otwarcie podważały teorie Freu­da. W1976 roku amerykańska seksuolog Shere Hite, wzorując się na pracach Kinseya i Masters i Johnson, wystosowała raport, z jakiego można było wywnioskować, że autentyczny orgazm to orgazm łechtaczkowy. Wedle jej badań aż 70 proc. amerykańskich kobiet nie doznało przy­jemności podczas tradycyjnego zbliżenia. I nie odbierały siebie jako niedojrzałe i oziębłe, a seks spotkania uważały za udane. Z upływem czasu było więc jasne, że kobiety mogą czuć przyjemność na mnóstwo sposobów, zależnie od stylu stymulacji. Zatwierdzeniem tej teorii była wystosowana w 1982 roku w Stanach pozycja „The G Spot and Other Recent Discoveries About Human Sexuality” („Punkt G i inne najnowsze odkrycia dotyczące ludzkiej seksualności”). Pokazała ona rozległej publiczności zagadnienie robienia punktu G małego unerwionego wybrzuszenia na przedniej ściance pochwy; jakiego pobudzanie miałoby dać kobiecie orgazm pochwowy. Mimo że do końca nic było wiadomo, jakiego rodzaju jest to struktura, jego rola w wyczuwaniu nie­zwykłej przyjemności miała być istotna. Nazwa „punkt G” pochodzi od nazwiska Ernsta Grafennerga. niemieckiego ginekologa, jaki podczas II wojny światowej osiadł w No­wym Jorku i jaki opisał ten detal anatomii, jednak bez wdawania się szczegóły.
Punkt g naciągany
Książka z 1982 roku była hitem, a dzięki spopularyzowaniu omawianych w niej tematów przez prasę miliony facetów' na całym świecie udało się znaleźć ów punkt G u swych partnerek. Do dziś w internecie są teksty, czy nawet filmiki pokazujące styl wyszukiwania i dopieszczania owego miejsca. A jednak m od samego początku problem punk­tu G był ciut naciągany. Praca, na jaką bezpośrednio powoływali się autorzy książki „The G Spot and Other Recent Discove­- ries About Human Sexuality" wiązała się z jednym potwierdzonym przypadkiem. Rzecz jasna napędziło to kolejne badania, jakie generalnie zaprezentowały, że coś jest na rzeczy, bo pewne kobiety (4 z 11 badanych) faktycznie miały mocny orgazm podczas pobudzania gór­nej ścianki pochwy, lecz czy faktycznie to dzięki punktowi G? To nie było logiczne. Przykrywką do trumny całej koncepcji były badania zespołu Rachel Pauls, jaka w 2006 roku wydała wyniki biopsji tkanek z pochwy, z jakich można było wywnioskować, że pod kątem unerwie­nia nie ma tam czegokolwiek, co by miało współgrać z opisem punktu G.
Raj miedzy nogami
Najnowsze badania wykazują mimo to, że tak naprawdę wszystko, co kobieta ma między nogami to jedna niezwykle unerwiona strefa erogenna. To jest wrażliwe na dotyk bądź pocieranie. Rzucają też nowe światło na aspekt (niewystępowania punktu G. Łechtaczka w 75 pro­centach jest skryta we wnętrzu ciała, a jako, że nabrzmiewa podczas seksu, można ją więc faktycznie pobudzać od środka. Ale, jak pi­sze amerykańska seksuolog Elisabeth Lloyd w książce „The Case of the Female Orgasm" („Przypadek kobiecego orgazmu"), jedynie 25 proc. kobiet ma orgazm tylko i wyłącznie poprzez penetracje. Ogromna większość wymaga dodatkowej pieszczoty podczas łóżko­wych zabaw; Nowe badania wykazują też, że są bezpośrednie połączenia nerwowe pomiędzy sutkami a łechtaczką, co wykazuje, jak istotna dla przyjemności naszej partnerki jest dobra gra wstępna. Podczas tych zabaw, jak i całowania w organizmie kobiety uwalniana jest oksytocy­na, hormon jakiego oddziaływanie na zachowania ludzi szczerze mówiąc dopiero poznajemy. Każdy wie, że zmniejsz on lęki i zahamowania, z tego powodu stosowany jest u osób chorych na fobie społecz­ne. Be zdań jest odpowiedzialny za uczucie przy­wiązania. Uwalniany jest podczas orgazmu (u mężczyzn także), a jego ilość zależy od mocy tego doznania. Czyli musimy się starać by nie było go za mało. A także seks w pierwszej fazie cyklu, tuż przed owulacją. jest najmilszy. Uwalniane wówczas żeńskie hormony podsycają spiralę pożądania. Z tego powodu należy lepiej poznać partnerkę, by móc być zorientowanym, kiedy jej dać więcej doznań.
Inny stan świadomości
Zgodnie z definicją Cindy Meston. psycholog z University of Texas w Austin, kobiecy orgazm jest urozmaicony „zróżnicowanym, niedługim szczytem mocnej przyjemności, budującym różny stan świadomości, jakiemu towarzyszą nieświadome skurcze mięśni w obrębie miednicy". Z litera­tury można wywnioskować, że nierzadko doznanie to jest tak mocne, że kobieta na ogół traci świadomość. Ponadto, gdy z opisów otrzymywanej przyjemności wyeliminujemy wskazówki co do płci czy części ciała, tak mężczyźni, jak i kobiety opisują orgazm jednakowo. Średnio liczy on parę naście sekund, ale są wyjątki. No i kobieta jest w stanie szczytować wielokrotnie, a każdy kolejny jest lepszy i silniejszy. O odczuwaniu przez kobietę rokoszy decydują też leki. Z wielu obserwacji można wywnioskować, że anty depresanty blokują zdolność wyczuwania rozkoszy. Jest jednak niezwykle anegdotyczny przypadek pewnej pacjentki leczonej klomipraminą, jaka miała mimowolne orgazmy podczas zie­wania. A wiec prosiła leka­rzy o kontynuację kuracji nawet wówczas gdy już nie była potrzebna.
Sztuka obsługi penisa Czy ona już doszła? Gdy w związku jesteś za fajna



Komentarze (5)
604796923

leszek
leszek

604796923
matheo 24cm

najpierw ona potem ja z podniecenia
Rolexbooy98@o2.p

Jak jestem w niej czuje na penisie
Hmm

jak drga

Dodaj komentarz:
Autor:
Komentarz: 0 zn.

7 litera w wyrazie SEXUSTAWKI?
Dodaj zdjęcie +/ Max 8 MB
Gdy w związku jesteś za fajna Sztuka obsługi penisa



NIE:
TAK: